poniedziałek, 17 lutego 2014

Od Rose - Jaka jest moja historia i jak założyłam watahę?

Mojej historii nieco się wstydzę i trudno mi o niej mówić.Moje dzieciństwo było niczym z bajki , która jak wiadomo nie zawsze idzie po naszej myśli.Byłam zawsze dominującą nad rodzeństwem z miotu oraz innych szczeniąt.Matka wiedziała , że będę dobrą Alfą więc mnie na nią uczyła .Ojciec biegle jej pomagał.Byłam córką Alf więc należało to do nowości bo szczenięta przywódców zawsze uczą ich poddani.Wyrosłam na silną samicę , która nie spodziewała się obrotu sytuacji.Na nasze tereny wkroczyły wilki ze Wschodu.Ich wódz chciał złączenia się stad , albo inaczej wytępi nasze tereny łowieckie i zacznie toczyć z nami walkę.Moi rodzice nie ryzykowali wybrali mnie , ponieważ wiedzieli że ich uczennica będzie tą , która umie władać.Ceremonia miała się odbyć dzień po ich spotkaniu o północy lub południu.Byłam nieszczęśliwa i włóczyłam się po wybrzeżach terytorium.Nagle zauważyłam człowieka , zaczęłam uciekać. Próby były daremne i po chwili w ułamku sekundy strzała  ze środkiem usypiającym.Zasnęłam...

Ocknęłam się w nowym otoczeniu wszystko było takie dziwne.Zobaczyłam przede mną samca , który zaczął rozmowę:

-Skąd jesteś?-powiedział radośnie , ale oschło.

-Ja z Parku Yellowstone.-odpowiedziałam sennie.

-Ty z Yellowstone , hahahaha nie możliwe to setki kilometrów stąd!!!-zaśmiał się tak , że prawie się rozpłakałam .

-Nie kłam wiem , że mnie wrabiasz-rzekłam i rzuciłam się w bieg po lesie.

Zauważyłam gęś i indyka zapytałam:

-Znacie drogę do Yellowstone . Trafiłam tu nie wiem po co i jak?-spytałam kusząco pięknie.

-WILK!!!!!!!!!Uciekajmy-spanikowały ptaki.

-Stójcie i odpowiedzcie !-rzuciłam się na nich tak zwinnie i szybko , że nie zdążyli odlecieć.

-Już dobrze tylko nas nie jedz!-sapali zdyszani.

-Nie zjem was.

-Dobrze już ci mówię , drogi tam nie znam i mój kolega też-powiedział gęsior  po czym puściłam ich i czekałam aż wytłumaczą mi co ja tu robię.

-Jak to po co macie się tu rozmnożyć no wiesz , żeby mieć małe wilczki-wepchnął się indor przede mnie.

-Jak my!!!-nie wiedziałam o kogo chodzi.

-No ty i ten za tobą.

-O nie tego za dużo wracam do domu!!!-rozpłakałam się i zaatakowałam samca , który się cieszył nie wiem nawet z czego.

Nazywał się Hump nie przypadł mi do gustu , ale co ja miałam sama robić w tym lesie.Zaprzyjaźniliśmy się.Postanowiłam na własną rękę szukać drogi powrotnej pamiętałam o ślubie.Po tygodniu włóczenia się zaczęłam się poddawać wiedziałam , że się nie zdążę na ceremonię.Ale to nie moja wina!Po roku wędrowania dotarłam już jako trzyletnia samica na teren watahy.Był cały pusty drzewa były wypalone , rzeki uschnięte.Bałam się , że doszło do bitwy lub pożaru po moim odejściu.Nagle na skale zobaczyłam starą samicę.To była moja mama:

-Mamo co się tu stało?

-Gdzie ty byłaś tyle czasu ?

-Mamo odpowiedz!

-Doszło do walki już rok temu walczyliśmy dzielnie straty było potężne wszystkie wilki umarły zostałam tylko ja i twój ojciec.Po walce nastąpił pożar z powodu turystów , którzy wyrzucili jakiś niedopałek.I tak się spaliło całe nasze życie.

-A gdzie jest tata?-płacząc i szlochając ledwo się spytałam.

-No widzisz zmarł podczas pożaru , nie mógł uciekać był ranny , ja także i dlatego do dzisiaj nie poruszam tylnymi kończynami.

-Jak to możliwe!

-Córko , nie martw się i uciekaj z tond z tą samica co siedzi tam przy jaskini nazywa się Scythe dotarła tutaj tydzień temu , opiekowała się mną - po tych słowach zamknęła oczy i zmarła.

Podeszłam do wadery i zapoznałam się z nią ona przekazała mi dwa błękitne kły od ojca.Pomyślałam , że same założymy watahę z dala z tond wraz z Humpem .Ale go nigdzie nie było może uciekł jak zobaczył zniszcza . Nie wiem sama z Scy poszłam w teren na północy i tam założyłyśmy nasza watahę w której ja jestem Alfą.Wataha nazwę wzięła od tych to dwóch błękitnych kłów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz